My też chcemy uczyć się takiej pokory, która jest wyrazem miłości, która wychodzi na poziom drugiego i przez to podnosi sytuację. Jezus „udaje”, że jest grzesznikiem, by pociągnąć za sobą grzeszników do świętego Jana: aby się nawrócili, aby się otwierali wobec Pana Boga, wobec Mesjasza. Sam w tym pomaga. (…) Jeżeli każdy „udaje” w tym dobrym sensie – tak jak Jezus, jak dobra matka, jak miły starszy brat – „udaje” z miłości, aby stworzyć jedność (i to właściwie nie jest udawaniem: to jest zjednoczeniem się, budowaniem jedności), wtedy będzie naprawdę święto, bo będzie jedność, będzie miłość.
I jeszcze coś: nie zdziwiłbym się, jeżeli Pan Bóg tak samo zawoła z radości: „To jest moja córka umiłowana! To jest mój syn – naprawdę można go pomylić z Jezusem!”. Tak ma być. Ten jest mój Syn umiłowany – to dotyczy nas teraz. Owszem, najpierw patrzymy na Jezusa i cieszymy się, że On jest naszym przykładem. Obserwujemy, jak On to robił, ale potem chcemy „odtwarzać” to w naszym życiu. To jest najważniejsza nauka: zamiast koncentrować się na własnych zachciankach, na zastanowieniu się, czy mam na to ochotę, czy lubię coś, czy nie – w ogóle nie patrzmy na to: twórzmy jedność wobec tych, którzy są koło nas! Wtedy niebo zacznie się na tej ziemi. To jest tajemnica Królestwa Bożego – uczyć się tworzenia jedności. Nie walki o to, co powinno być, co pasuje, co jest według dobrego gustu albo wychowania. Tworzymy jedność – owszem, do granic grzechu. Grzech nigdy nie tworzy jedności, ale rozbija, niszczy. To jest ta znana granica. Ale do tej granicy jest długa droga, dużo możliwości, aby ćwiczyć się w jedności.
Dziękujemy za tę naukę Pana Jezusa, za Jego przykład. Prosimy, aby Duch Święty wypełnił także nas, aby Krew Chrystusa dała nam siłę, czystość, moc, by tak postępować: ku radości Boga Ojca i ku zbawieniu nas wszystkich i tych wszystkich, którzy na nas czekają.
O. W. Wermter, 26.07.2000 r.
