Objawienie Pańskie

MĘDRCY ŚWIATA — TRZY ETAPY NA DRODZE DO MISJI
Gdy patrzymy na doświadczenie Trzech Mędrców, wydaje się, że ważna była nie tylko ta trudna droga do Betlejem, ale też i droga z powrotem do ojczyzny. Ich droga wydaje nam się takim wielkim symbolem dla każdego, kto podąża do Chrystusa, Prawdziwego Króla, do Boga. Są na tej drodze różne etapy i w pewien sposób można je odnaleźć w życiu każdego człowieka.Pierwszy etap – człowiek musi się czegoś uczyć, zrobić i odkryć, co możliwie, według własnej wiedzy i inteligencji, według mądrości ludzkiej, według nauki. To robili ci Mędrcy – przecież byli wielkimi naukowcami, reprezentowali wiedzę i mądrość ówczesnego świata. Są przekonani, że pewne konstelacje prowadzą do Judei. I mieli rację. Wyruszają i wiele odkrywają. Przez pewien czas ta wiedza ich z pewnością prowadzi. Byli chyba jednak zbyt pewni siebie, bo po pewnym czasie, gdy byli już blisko, poszli, kierując się zwyczajnym ludzkim myśleniem, od razu do aktualnego króla – Heroda. Tam pytali – trochę naiwnie – i stracili gwiazdę, stracili światło, które dotąd było tak pewne i dobre. Musieli jeszcze inaczej szukać.

Razem z nimi szukają w Jeruzalem uczeni w Piśmie Świętym i odkrywają w Biblii więcej. Posłuszni Trzej Królowie przyjmują wskazówki i docierają do Betlejem. I o dziwo, to światło, które przedtem prowadziło, znowu się pojawia. To jest tak, jak często w naszym życiu – pewien czas wiedza wystarczy, ale potem trzeba wierzyć Słowu Bożemu, aby pójść dalej. Gdy się wierzy, to nagle też ta wiedza znowu służy.

Mędrcy dotarli do Maryi, do Dzieciątka. Śpiewamy często w tych dniach: jakie to dziwy, szukają Króla i spotykają Dzieciątko, które płacze. Jakie przestawienie w głowie i w mentalności. Poznają Syna Bożego właściwie wtedy, gdy oddają Mu pokłon – na kolanach. To już jest trzeci etap, który też każdy człowiek musi znaleźć. Nie wystarczy egzegeza, nie wystarczy wiedza, wiara – jeszcze więcej człowiek otrzymuje na kolanach, na adoracji, w kontemplacji. Tam otrzymuje pełnię prawdy, co nie znaczy, że te wcześniejsze etapy nie były ważne, potrzebne. Jednak sama wiara jeszcze nie prowadzi do pełnej jedności i świętości w Panu Bogu. Człowiek musi trwać na kolanach i oddać, co ma, aby przyjąć właściwego Króla.

Widać w tym momencie, jak powstaje nowa relacja. We śnie Mędrcy bezpośrednio od Boga otrzymują wskazówkę, co mają robić dalej. Można pytać: dlaczego Pan Bóg męczy ich cały czas, dlaczego muszą najpierw tyle studiować, szukać, dyskutować, modlić się…? Czy Pan Bóg nie mógłby im od razu powiedzieć we śnie, co chce, tak jak św. Józefowi? Mędrcy musieli najpierw się męczyć, aby przez uwielbienie być w stanie przyjąć bezpośrednio sygnały od Pana Boga, aby stać się prorokami.
To są trzy jasne etapy w życiu, które się uzupełniają, które wzajemnie siebie potrzebują, aby wejść w światło Chrystusa. Ale to nie wszystko. Mędrcy mieli wrócić do domu. Nie mogli tam, w Betlejem, otworzyć klasztoru i być ciągle przy Jezusie. (Jak pięknie by było! Kto nie przyjąłby chętnie Maryi na przełożoną!) Ale nie mogą zostać, muszą wrócić do domu, bo Pan Jezus potrzebuje misjonarzy. Muszą pójść na cały świat, każdy w swoją stronę, każdy tam, gdzie jest jego własna Wola Boża.
Ci Trzej Królowie stali się misjonarzami przez to, że dotarli do Jezusa, mieli Go w sercu i dali się kierować Woli Bożej w drodze do domu. Ale trzymali w sercu to doświadczenie i opowiadali je wszędzie, dali świadectwo.

(…) Trzej Królowie są biblijnym przykładem, jak szukać Woli Bożej, jak dać się kierować Wolą Bożą – nie tylko dzisiaj, ale potem, dalej. Niestety, nie wiemy, gdzie dotarli, co dalej robili, kto wrócił, a kto jednak odkrył jakieś szczególne powołanie. Wyobrażam sobie, że jeżeli ktoś tak mocno odkrył Chrystusa, nawet jeżeli wróci do domu, to ten dom już nie jest taki sam, zmienia się wszystko. Przecież wzięli ze sobą Jezusa, wzięli ze sobą Betlejem i gdy wrócili do domu, zaczęła się nowa rzeczywistość.
To jest zadanie dla każdego. (…) Jedno musimy mieć w sercu: jeżeli powstają problemy, to nie jest to tylko problem, to jakieś zaproszenie na misję, to jakiś sygnał, to Wola Boża, jakieś nowe zadanie! I każdy człowiek, którego spotykamy, jest dla nas kolejnym krokiem na tej nowej drodze. Nie tylko król Herod czeka, aby nam przeszkadzać – musimy uważać i cały czas być w otwartości, aby przyjąć sygnały od Pana Boga we śnie i w ciągu dnia, aby szukać Woli Bożej i dać się kierować Duchowi Świętemu. Wtedy wszędzie i zawsze jesteśmy misjonarzami, wtedy bierzemy udział w mądrości tych Mędrców i stajemy się Królami. Amen.

O. W. Wermter, homilia, 6.01.2002 r.