Imieniny taty. O rodzajach modlitwy

Trzecią formę modlitwy reprezentuje dziewczyna w tym specyficznym wieku. Jest to modlitwa afektywna, wyrażona przez uczucia, znaki, czyli krótko mówiąc – modlitwa sercem. I ten rodzaj jest bardzo ważny. Przecież modlitwa to nie tylko sprawa myśli, pew­nych koncepcji albo for­muł. Modlitwa to prze­kazywanie serca – i ist­nieje tysiąc form, aby przekazać swoje serce: kwiat albo zapalone światełko, pocałunek albo postawa ciała. Owszem, ten wymiar modlitwy nie jest je­dyny, główny, a jednak bardzo ważny.
I na koniec przykład mamy, która w prostocie spojrzenia w oczy potrafiła dać wszystko – w krótkim momencie, bez słów, bez szczególnych gestów. Jest to modlitwa kontemplacji, nazywana też modlitwą prostoty. Tak modlić się może dopiero ten człowiek, który wiele przeżył, ponieważ taka modlitwa wymaga cierpienia, oczyszczenia pod krzyżem. Ona nie jest możliwa na początku życia czy na początku drogi duchowej. Nie wolno sztucz­nie próbować modlić się w ten sposób, szukając ła­twiejszej modlitwy, przy której nie trzeba dużo my­śleć i mówić. Nie wolno udawać kontemplacji, aby czuć się jak w niebie. Nie trzeba też sztucznie szu­kać cierpienia, aby wcześniej jej doświadczyć. Wszystkie etapy modlitwy są darem Bożym. Dar kontemplacji najbardziej będzie dany tym, którzy szanują małe krzyżyki otrzymywane codziennie od Pana Boga. Nie patrząc na wielkie krzyże (które też są szczególnym darem), trzeba szanować małe – a dostanie się więcej. W ten sposób najszybciej dojdzie się do modlitwy kontemplacji. Mama z nasze­go opowiadania przez lata codziennie doświadczała wiele trudności, ale jeszcze bardziej kochała męża i dzieci. Mniej lub bardziej świadomie uczyła się co chwilę ofiarować wszystko Bogu, dawać serce i ko­chać dalej, mimo różnych trudnych sytuacji i właśnie dlatego potrafiła tak głęboko wyrazić swoją miłość w momencie składania życzeń imieninowych.
Ta wymyślona historia dobrze podsumowuje różne formy modlitwy. Wszystkie one wzajemnie się uzu­pełniają. Nie można powiedzieć, że jedna jest lepsza od drugiej. Czasami potrzebujemy bardziej jednej z nich, czasami drugiej. Owszem, człowiek rozwija się i z biegiem czasu może najbardziej w kontemplacji czuć się jak „u siebie”- wtedy wszystko staje się proste, również inne formy mo­dlitwy. Jednak ten rozwój dokonuje się sam – nie trzeba za bardzo koncentrować się na nim. Jest wie­lu ludzi, którzy potrafią dobrze się modlić, nawet na poziomie kontemplacji, chociaż wcale nie znają się na rodzajach modlitwy. Z tego powodu ich modli­twa nie jest mniej wartościowa. Przykładem może być pewien rolnik z parafii słynnego proboszcza z Ars. Przez wiele lat proboszcz obserwował, jak ten gospodarz, wracając pod wieczór z pola, wcho­dził na chwilę do kościoła, siadał w ławce i patrzył się do przodu. Nie miał w rękach różańca, nie miał modlitewnika – tylko patrzył, chociaż niedużo było widać. Proboszcz był ciekawy, co on tam robi i w końcu zapytał go: „Franek, co ty tu w kościele codziennie robisz? Siedzisz tyle czasu, nie modlisz się…” I gospodarz odpowiedział: „Księże probo­szczu, ja nie wiem, czy to dobre, co robię. Może mi nie wolno, może to nie jest w porządku – niech ksiądz mi powie! Po prostu lubię sobie usiąść, pa­trzeć na tabernakulum i mówić: „Jezu, Ty jesteś tam, ja jestem tu”. Lubię to powtarzać i to mi tyle daje, że w ogóle nie chce mi się nic więcej mówić, to mi wystarczy. I po pewnym czasie idę dalej do domu i jestem spokojny i potrafię dobrze zakończyć dzień”. Ksiądz proboszcz zrozumiał, że ten prosty człowiek dotarł do modlitwy kontemplacyjnej i za­chęcił go, by dalej tak się modlił.