Słowo Życia

Czym jest „Słowo Życia”?

„Słowo Życia” znaczy to samo co Pismo święte albo Słowo Boże. Święty Paweł w Liście do Filipian (2, 16) i święty Jan w swoim Pierwszym Liście (1, 1) nazywają w ten sposób Biblię, aby podkreślić, że każde słowo pochodzące od Pana Boga zawiera w sobie życie, ponieważ jest w nim Duch Święty, który jest życiem Boga. Ten, kto słucha Słowa Bożego, przyjmuje życie, oczyszcza je i umacnia.

Dzisiaj mówi się również o „Słowie Życia”, gdy mamy na myśli metodę, która pomaga żyć według Słowa Bożego.  W naszej duchowej rodzinie jest to krótki cytat biblijny, wybierany regularnie, zazwyczaj z Ewangelii z najbliższej niedzieli. Aby sobie o nim często przypominać, umieszczamy je tam, gdzie przebywamy, na widocznym miejscu. Metoda „Słowa Życia” pomaga kształtować myślenie i działanie według zasad Ewangelii. Próbujemy zachowywać Słowo Życia w sercu i kierować się nim w różnych sytuacjach życia codziennego: w podejmowaniu decyzji, szukając rozwiązania w trudnych sytuacjach, spotkaniach itp.

 Zapraszamy, żebyś spróbował i czekamy na twoje doświadczenie z życia „Słowem Życia”. Ty też możesz pomóc innym w rozpaleniu i umocnieniu wiary!

Świadectwo życia Słowem Bożym

Daj mi pić

W ostatnim czasie poznałam bardzo ubogą, liczną rodzinę. Sam ich strój wskazywał na to, że są to ludzie biedni, ledwie wiążący koniec z końcem. Pewnego dnia cała ta rodzina odwiedziła mnie w moim miejscu pracy. Pracuję w ekskluzywnym sklepie i moi pracodawcy bardzo zwracają uwagę na wygląd i na estetykę. Gdy ta rodzina tak licznie stanęła przed ladą i przede mną, poczułam się bardzo niezręcznie. Byłam spięta, ponieważ zupełnie nie wiedziałam, jak się zachować i było mi wstyd, że patrzą na to klienci i moja pracodawczyni. Była to dla mnie bardzo trudne, nie umiałam nawet patrzeć na nich. I wtedy z pomocą przyszło mi Słowo Życia, które brzmiało: Daj Mi pić. Zrozumiałam, że to Jezus w tych ludziach mówi do mnie te słowa. Daj Mi pić to znaczy: poświęć Mi czas, popatrz na Mnie, zamień ze Mną kilka słów, uśmiechnij się do Mnie. Tak też się stało. Do mojego serca wrócił pokój. Przygotowałyśmy z moją pracodawczynią skromny poczęstunek i zaczęłyśmy rozmowę. Pytałyśmy o zwyczajne sprawy: jak im się żyje, jak sobie radzą.
W rozmowie dowiedziałam się, że w tej rodzinie niedawno przyszło na świat dziecko. Słowo Życia dalej nie dawało mi spokoju. Bardzo chciałam pomóc tym ludziom, bo widziałam ich biedę i to, jak inni ich traktują (nie chcieli z nimi rozmawiać i w ogóle zatrzymywać się nawet przy nich – być może odstraszali samym wyglądem i niezbyt przyjemnym zapachem). Jezus podsunął mi myśl, żeby pomóc tej matce. A ponieważ moja koleżanka ma sklep z ciuszkami dziecięcymi, poprosiłam ją, żeby jeżeli może, przeceniła rzeczy, które już trochę dłużej są na sklepie. Była wspaniałomyślna i rzeczy uzbierał się cały worek. Do tej akcji dołączyły się też inne osoby – mamy, które miały ubrania, z których dzieci już powyrastały. Razem z mężem zaprosiłam tę rodzinę do domu i tam przekazaliśmy im dary dla dziecka. Czułam jednak, że to nie było najważniejsze – najważniejsze było to, że ci ludzie potrzebowali, żeby po prostu z nimi być, porozmawiać i poświęcić im czas.